Terytorium Jacka

Duchowość w psychoterapii osób uzależnionych

Duchowość w psychoterapii osób uzależnionych od alkoholu odkąd tylko pamiętam, zawsze była traktowana po macoszemu i nie jest to zresztą tylko moja opinia. Tworzy to swoisty paradoks, biorąc pod uwagę fakt, że w naszym kraju prawie 98% dorosłych polaków deklaruje wiarę w Boga1. Paradoks jest tym większy, że zarówno psychologia jak i psychoterapia to dziedziny, które już w swojej nazwie odwołują się do duszy człowieka (gr. psyche – dusza). Ponadto współczesna psychoterapia uzależnień czerpie z dorobku filozofii Anonimowych Alkoholików, a dokładnie z programu Dwunastu Kroków, który jest przecież programem duchowym. Cóż więc stoi na przeszkodzie, że w profesjonalnej psychoterapii osób uzależnionych od substancji psychoaktywnych tak mało, albo wręcz wcale nie poświęca się uwagi duchowemu wymiarowi człowieka? Przyczyn jest bynajmniej kilka.

Głowny kłopot polega chyba na tym, że dusza ludzka jest różnie definiowana, a w niektórych dziedzinach nauki wręcz neguje się jej istnienie. Nie wdając się tutaj w dywagacje czym jest dusza człowieka (o tym może innym razem), warto zwrócić uwagę na dwa przeciwstawne bieguny tego, co w psychoterapii nazywamy duchowością. Z jednej strony, głównie pod wpływem poglądów Zygmunta Freuda przyjęto założenie, zgodnie z którym wszelkie doświadczenia duchowo-religijne mogą być wyjaśnione przez psychologię. Freud uważał bowiem, że źródłem religijności człowieka są jego lęki, zaś postać dobrego Boga Ojca ma być na nie lekarstwem. Z biegiem czasu próbowano pogodzić duchowość z psychoanalizą, na niewiele jednak zdały się wysiłki takich myślicieli jak chociażby Carla G. Junga, Erika Eriksona czy Paula Ricouer’a.

Równolegle do psychoanalitycznego rozumienia duchowości człowieka rozwijała się druga, niejako konkurencyjna opcja wyjaśniania bolączek duchowych, a mianowicie koncepcja teologiczna. Księża i katecheci widząc – i skądinąd trudno im się dziwić – jakie niebezpieczeństwa niosą antyreligijne poglądy Freuda i gnostyckie Junga, robili wszystko, by zniechęcić swoich penitentów do korzystania z psychoterapii. Ci bowiem uważali, że jedynym Lekarzem i Tym, który uzdrawia jest Jezus Chrystus i tylko praca nad pogłębianiem własnej wiary gwarantuje zdrowie i pokój duszy. Jednym słowem kozetka i konfesjonał przez lata były symbolami dwóch zwalczających się obozów i jak to bywa ze skrajnościami, jedni i drudzy redukowali w człowieku możliwości zrozumienia siebie i otaczającego ich świata2.

Na całe szczęście z końcem ubiegłego wieku obydwa obozy zaczęły szukać porozumienia i dziś już można spotkać zarówno księży polecających psychoterapię, jak i psychoterapeutów zalecających korzystanie z sakramentów świętych. Jedno drugiego nie wyklucza, a wręcz u większości pacjentów staje się koniecznością połączenie doświadczeń psychoterapeutów z łaską Bożą. Szczególnie jest to ważne w naszej kulturze, gdzie jak już wspomniałem tylko 2 osoby na 100 deklarują się jako ateiści i agnostycy. Jest to niewątpliwie wynik ponad tysiącletniej tradycji chrześcijańskiej i ciągle silnej pozycji Kościoła katolickiego w naszym kraju, chociaż ten ostatni jako instytucja zaczyna być często pomijany jako niezbędny pośrednik między ludźmi a Bogiem; coraz częściej słyszy się o tzw. wierzących niepraktykujących czy poszukujących i bez względu na to jaki jest nasz osobisty stosunek do tego faktu, nie można go pomijać.

Fakt zaistniałej współpracy pomiędzy psychoterapeutami i teologami nie oznacza, że zanikły spory o to, co jest ważniejsze dla potencjalnego pacjenta – dusza czy psychika. Niemniej dzisiejsza możliwość wyboru przez człowieka rodzaju terapii i terapeuty, który – uważam – na życzenie pacjenta powinien określić się światopoglądowo, wydaje się przynosić dobre skutki. Dziś rzeczywiście możemy skorzystać zarówno z psychoterapii chrześcijańskiej, w której wiara w Jezusa Chrystusa jest podstawą pracy terapeutycznej, jak i terapii gdzie duchowość rozumiana jest bądź to jako niejednoznacznie określony element (rodzaj energii) świata niematerialnego, bądź sferę psychiki człowieka. Każde podejście ma swoich zwolenników i przeciwników. Większość jednak terapii – a już przynajmniej psychoterapii dla osób uzależnionych – z różnych powodów pozostaje bierna wobec duchowych potrzeb pacjenta.

Innym powodem pomijania kwestii duchowych w psychoterapii osób uzależnionych jest stopniowa laicyzacja duchowej filozofii Anonimowych Alkoholików zawartej w ich programie Dwunastu Kroków i Dwunastu Tradycji, a w konsekwencji również i powstałego na bazie tej filozofii pierwszego profesjonalnego programu leczenia alkoholików zwanego modelem Minnesota. Model ten przez kolejne lata ulegał ewolucji, co skutkowało przede wszystkim tworzeniu wielodyscyplinarnych zespołów terapeutycznych, składających się m.in.: z trzeźwiejących alkoholików pełniących funkcje instruktorów terapii, psychologów i psychiatrów, jako specjalistów psychoterapii, lekarzy, pielęgniarek oraz tzw. doradców duchowych. Wdrażaniem polskiej wersji amerykańskiego modelu psychoterapii w 1986 roku zajął się doktor Bohdan Tadeusz Woronowicz i zespół pracowników Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Polska wersja modelu Minnesota zasadniczo nie odbiegała od amerykańskiej, ujmowała jedynie drobne korekty wynikające z różnic mentalnych obydwu nacji i oprócz funkcji doradcy duchowego w zespołach terapeutycznych, której mimo usilnych starań nie udało się z różnych przyczyn wprowadzić, pozostałe „(…) założenia modelu Minnesota, leżą dziś u podstaw programów terapeutycznych prawie wszystkich placówek leczących osoby uzależnione od alkoholu w Polsce »chociaż niektórzy pracownicy tych placówek nawet o tym nie wiedzą«”3.

Przez długie lata w Stanach Zjednoczonych – a w Polsce właściwie do dzisiaj – związki programu Dwunastu Kroków AA z korzeniami religijnymi, nie były specjalnie nagłaśniane, po to, by nie kojarzyć ruchu AA z jakimkolwiek światopoglądem czy przynależnością religijną, co też poniekąd udało się osiągnąć. Tymczasem wystarczy wrócić do początków powstania fenomenu samopomocy jakimi niewątpliwie są Anonimowi Alkoholicy, by zauważyć, że zarówno Bill W. (William Griffith Wilson, 1895-1971), dr Bob S. (Robert Halbrook Smith, 1879-1950), Roland H., Ebba Thacker jak i inni założyciele wspólnoty AA swoje wytrzeźwienie zawdzięczają czemuś, co moglibyśmy określić jako doświadczenie duchowe, czy bardziej precyzyjnie przeżycie religijne, by nie powiedzieć wprost – nawrócenie. Na przykład Bill W. tak pisze o swoim doświadczeniu: „W taki to sposób doszedłem do przekonania, że Bóg przejmuje się naszymi ludzkimi sprawami, o ile tylko my, ludzie dostatecznie tego pragniemy. Nareszcie przejrzałem, poczułem, uwierzyłem. Łuski pychy i uprzedzenia opadły z moich oczu. Ujrzałem nowy świat. Uderzyło mnie nagle prawdziwe znaczenie moich przeżyć, gdy zwiedzałem katedrę w Winchester. Na chwilę, przelotną chwilę, potrzebowałem wtedy i pragnąłem Boga. W pokorze zapragnąłem, by był ze mną – i oto przyszedł On do mnie. Wkrótce jednak poczucie Jego obecności przytłumił zgiełk tego świata i zgiełk wewnętrzny. I tak już zostało. Jakże ślepy byłem i nadal jestem”4.
Przeglądając literaturę Anonimowych Alkoholików, a szczególnie Wielką Księgę możemy znaleźć więcej podobnych doświadczeń, czy przeżyć. Widać tam, że założyciele i pierwsi członkowie Wspólnoty AA byli wyraźnie zainspirowani „więziotwórczym charakterem religii”5, co przełożyło się na bezpośrednie odwoływanie się do Boga w swoich osobistych doświadczeniach.

Widać to równie dobrze w programie Dwunastu Kroków AA, który w pierwszych trzech Krokach mówi, że w wyniku bezsilności wobec alkoholu i niemożności dalszego kierowania swoim życiem, trzeba uwierzyć, a następnie zawierzyć swoje życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy6. Z kolei Czwarty i Piąty Krok to obrachunek moralny i wyznanie Bogu i ludziom swoich wad, błędów i złych czynów. Szósty i Siódmy Krok zachęca trzeźwiejących alkoholików do budowania postawy gotowości do zmian w swoim życiu, w oparciu o więź z transcedentalnym źródłem dobra i mocy – Bogiem. Krok Ósmy i Dziewiąty to sugestia pracy własnej, mającej na celu naprawę szkód wyrządzonych bliźnim oraz kształtowanie postawy gotowości do poniesienia konsekwencji dawnego stylu życia. Krok Dziesiąty zaprasza do wytrwałości i niezaprzestawania samopoznawania siebie po to, by w Kroku Jedenastym poprzez modlitwę i medytację – narzędzia służące przemianie duchowej – poprawiać istniejącą już więź z Bogiem. W końcu Krok Dwunasty to zachęta, by owoce własnego przebudzenia duchowego nieść jako przesłanie innym alkoholikom7.
Warto też zwrócić uwagę na wcześniejszy rozdział Wielkiej Księgi, a mianowicie IV, pt. My – Niewierzący, który cały jest poświęcony trudnościom z jakimi może się zetknąć trzeźwiejący ateista lub agnostyk. Autor pokazuje jak łatwo wypaczyć obraz miłującego Boga Ojca patrząc na świat przez pryzmat doświadczeń z dzieciństwa, czy też na wskutek postrzegania świata jako „(…) walczących ze sobą systemów teologicznych (i świata) nie wytłumaczalnych katastrof i klęsk”8. Namawia by mimo to nie zamykać się na nowe doświadczenia.

Wiele też o stosunku do Boga mówi Tradycja 2: „Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się On wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą”9. W komentarzu do tej Tradycji Bill W. opisuje o tym jak to Bóg przemówił do niego przez innych ludzi.

Można by przytaczać więcej takich tekstów, do lektury których zresztą gorąco zachęcam10. Ja natomiast chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jeden fakt. Otóż warto również zobaczyć tło historyczne, w którym powstawało AA. Lata 30. ubiegłego wieku w Ameryce to okres kryzysu i wychodzenia na prosto po kuracji szokowej, jaką zafundowali sobie amerykanie w postaci prohibicji (1919 – 1933). To również czas rozkwitu psychologii, a w szczególności psychoanalizy Zygmunta Freuda, psychologii głębi Carla G. Junga czy psychologii indywidualnej Alfreda Adlera. Próbowano wówczas leczyć psychoanalitycznie wszystkie dolegliwości psychiczne, a taką dolegliwością niewątpliwie był alkoholizm.

Ciekawym tego przykładem był przypadek jednego z pacjentów C. G. Junga, wspomnianego już wcześniej Rolanda H., który ten uznał za nieuleczalny. W liście do założyciela AA, Billa W., opublikowanym w styczniu 1963 roku, numerze The Grapevine, Jung m.in. pisał: „(…) alkohol w języku łacińskim, to ‘spiritus’, tego samego słowa używa się zarówno na określenie najwznioślejszego doświadczenia religijnego, jak i na określenie demoralizującej trucizny. Dlatego pomocna może być w tym wypadku formuła: „spiritus contra spiritum”11 (duch kontra alkohol). Również w Wielkiej Księdze jest mowa o tym przypadku, tam dr Jung mówi: „Od czasu do czasu pojedynczy alkoholicy przechodzą przez to, co można nazwać ‘wstrząsem duchowym’. Dla mnie owe wydarzenia są swoistym fenomenem. Są rezultatem emocjonalnego i duchowego przestawienia się na inne tory. Idee, emocje i nastawienia, które kiedyś rządziły życiem tych ludzi zostają nagle odrzucone i zastąpione przez zupełnie nowe koncepcje i motywy”12. Dalej Jung mówi, że sam usiłuje tego dokonać metodami terapeutycznymi, jednak nie udaje mu się to. Widać tu pewną pokorę profesora Junga przed tym, czego do końca nie rozumie.

Tymczasem kiedy w połowie lat 70. ubiegłego wieku zaczęły w Polsce pojawiać się pierwsze grupy Anonimowych Alkoholików, które notabene w Stanach Zjednoczonych cieszyły się już ponad 40. letnią tradycją, od początku natrafiały na trudności. Głównym powodem wspomnianych trudności adaptacyjnych był niezaprzeczalnie duchowy charakter programu Dwunastu Kroków Anonimowych Alkoholików. Ówczesna socjalistyczna władza traktowała ruch AA jako organizację parareligijną13, a to z racji odniesień do Boga w proponowanych przez siebie Dwunastu Krokach. Już w latach 60. Urząd Kontroli Prasy w Poznaniu, ocenzurował przetłumaczony przez panią Marię Grabowską tekst programu eliminując praktycznie z niego słowo Bóg i zmieniając kładziony wcześniej nacisk ze sfery duchowej, transcendentalnej człowieka na sferę bardziej uczuciową, właściwą psychice14.

Widać więc, że zarówno w Polsce, jak i w USA członkowie ruchu AA borykali się z podobnymi problemami, z tą tylko różnicą, że w USA nie przeszkadzała władza, co bardziej wielowyznaniowość społeczeństwa amerykańskiego i rodzący się wraz z powstawaniem psychologii humanistycznej w wydaniu Carla Rogersa, Ericha Fromma, Abrahama Maslowa, Rollo May’a, tzw. selfizm15 - absolutyzacja JA (o tym również innym razem).

Ostatnią przeszkodą, która w mojej ocenie ma niewątpliwie negatywny wpływ na promowanie duchowości w psychoterapii jest głośny sprzeciw niektórych duchownych przeciwko traktowaniu duchowości inaczej niż tylko po katolicku. Myślę tu szczególnie o dwóch postaciach, a mianowicie ks. dr Marku Drzewieckim, którego miałem okazję poznać osobiście będąc na prowadzonych przez niego rekolekcjach i którego autorytet bardzo sobie cenię oraz o francuskim teologu (którego znam niestety tylko z publikacji) Louisie Bouyer. Oczywiście, żeby było jasne, cenię obydwu autorów16 i w stu procentach się z nimi zgadzam, jednak patrząc z punktu widzenia praktyka zajmującego się uzależnieniami, myślę, że w/w duchowość utożsamiają z religijnością17. Nie dziwię się zresztą, że tak radykalnie podchodzą do swojej profesji i powołania, jednak nie sądzę, by tak radykalnym potraktowaniem duchowości, udało się zachęcić ludzi do poszukiwania Boga. Myślę tu m.in. o sytuacji, którą opisuje ksiądz dr Dziewiecki, kiedy to został poproszony o recenzję przygotowanych konspektów z duchowości przez jednego z terapeutów. I co? „Okazało się, że wśród zaproponowanych tematów nie było… niczego z duchowości. Konspekty dotyczyły ćwiczeń relaksacyjnych, słuchania muzyki i analizowania dzieł sztuki, koncentracji, technik medytacji itp.”18. Zgadzam się, że niewiele albo wcale nie ma tu o duchowości, ale od czego zacząć? Z kolei ksiądz Bouyer, unika „(…) jakiegokolwiek faworyzowania określonej szkoły duchowości, w przekonaniu, że jedna jest tylko duchowość katolicka, godna tego imienia, a mianowicie głoszona przez Kościół duchowość Ewangelii, to znaczy duchowość pochodząca przez Apostołów od Chrystusa, który jest ‘ten sam wczoraj, dziś i jutro’”19.

Oczywiście jest to moje zdanie i nie mam zamiaru tutaj z nikim polemizować, a już tym bardziej z profesorami. Bardziej pragnę i potrzebuję pomocy, jak przygotować takie zajęcia, by rzeczywiście były z dziedziny duchowości, a nie rodzajem zakamuflowanej ewangelizacji, czy też technikami rozwijania psychiki. Piszę o tym, bo sam próbuję wprowadzać elementy duchowości do terapii z osobami uzależnionymi, którą od ponad dziesięciu lat prowadzę i wniosek nasuwa mi się jeden. Łatwiej jest ewangelizować niż prowadzić zajęcia z duchowości. Dlaczego? A dlatego, że zdecydowana większość pacjentów poradni odwykowych jest na bakier z Bogiem i Kościołem. Jest to przeważnie konsekwencją nadużywania alkoholu i innych używek oraz grzesznego (w rozumieniu katolików) stylu życia. Prowadząc terapię z jednej strony widzę, jak bardzo ludzie potrzebują i chłoną to wszystko co odnosi się do tzw. problemów egzystencjalnych, na które receptą jest rzeczywiście duchowość w wydaniu chrześcijańskim, a drugiej strony widzę, jak szybko zamykają się, gdy zaczyna być mowa o Jezusie Chrystusie, Kościele, przykazaniach i księżach. Ponadto nas terapeutów obowiązuje kodeks etyczny, który otrzymując stosowny certyfikat, zgodziliśmy się respektować, a ten sugeruje nam neutralność światopoglądową20.

Czuję się w tym momencie bezradny, bo szczerze nie wiem, jak mogły by wyglądać zajęcia z duchowości, które by rzeczywiście dotykały sfery duchowej (w rozumieniu chrześcijańskim) i które by nie budziły sprzeciwu niewierzących, agnostyków, wierzących niepraktykujących czy tzw. poszukujących. Ja osobiście bardzo się cieszę, kiedy widzę pacjenta, który rzeczywiście szuka Boga, jakkolwiek Go w tym momencie pojmuje, bo myślę, że o to chodzi w wołaniu Chrystusa „(…) szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą”21. Natomiast martwię się tymi, którzy żyją w myśl zasady „(…) która jest barierą dla wszelkich informacji, która jest odporna na wszelkie argumenty i która niechybnie zatrzyma człowieka w stanie wiecznej niewiedzy – tą zasadą jest wzgarda poprzedzająca dociekanie”22.

BIBLIOGRAFIA:
Anonimowi Alkoholicy, Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, Warszawa 2005.
Barbaro, de. B., Duchowość w psychoterapii – psychoterapia w duszpasterstwie. (w:) Griffith J.L., Griffith M.E., Odkrywanie duchowości w terapii. Wydawnictwo WAM, Kraków 2008.
Bouyer L., Wprowadzenie do życia duchowego. Zarys teologii ascetycznej i mistycznej, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 2014.
Doktór T., Pomiędzy medycyną a religią. Ruchy religijne i parareligijne w profilaktyce i terapii uzależnień. Wydawnictwo Pusty Obłok, Warszawa 1994.
Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji, Fundacja Biuro Służby Krajowej Anonimowych Alkoholików w Polsce, Warszawa 2005.
Dziewiecki M., Nowoczesna praktyka uzależnień, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2000.
Dziewiecki M., Rola doradców duchowych w terapii alkoholizmu, (w:) Dziewiecki, M. (red.). Nowe przesłanie nadziei. Przewodnik dla duszpasterstwa trzeźwości. Wydawnictwo PARPA, Warszawa 2000.
Dziewiecki M., Teologia trzeźwości, (w:) Dziewiecki, M. (red.). Nowe przesłanie nadziei. Przewodnik dla duszpasterstwa trzeźwości. Wydawnictwo PARPA, Warszawa 2000.
Griffith J.L., Griffith M.E., Odkrywanie duchowości w terapii. Wydawnictwo WAM, Kraków 2008.
Harbaugh J., 12 Kroków i Ćwiczenia Duchowe, Wydawnictwo WAM, Kraków 2014.
Kaczmarczyk I., Wspólnota Anonimowych Alkoholików w Polsce. Alkoholowe dno i co to znaczy trzeźwieć. Wydawnictwo Psychologii i Kultury ENETEIA, Warszawa 2008.
May G.G., Uzależnienie i łaska. Miłość, duchowość, uwolnienie. Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 1995.
Vitz P.C., Psychologia jako religia. Kult samouwielbienia. Oficyna Wydawnicza LOGOS, Warszawa 2002.
Woronowicz B.T., Na zdrowie. Jak poradzić sobie z uzależnieniem od alkoholu. Wydawnictwo Edukacyjne PARPAMEDIA, Warszawa 2008.
Woronowicz B.T., Uzależnienia. Geneza, terapia, powrót do zdrowia. Wydawnictwo Edukacyjne PARPAMEDIA, Warszawa 2009.
http://www.patriciaburke.com/godsearch.html; dostęp: 2015-06-08.
http://silkworth.net/pdfBillW/The-Bill-W-Carl-Jung-Letters-Jan-1963.pdf; dostęp: 2015-06-08.